piątek, 16 marca 2012

moja lista osobista

Na piątkowy wieczór...
Ćwiczę się w byciu wdzięczną. A dziś jestem wdzięczna za:
- młodość i cały dany mi czas, niezależnie od tego ile mi go zostało
- zdrowie, siłę, energię
- wolność, marzenia, możliwości
- emocje, uczucia, myśli, rozmowy, spotkania
- wszystkie okruchy mądrości i życzliwości jakie znajduję po drodze

I to jest dobry początek weekendu :)

czwartek, 15 marca 2012

przeczytane

"Jeśli człowiek nie sięga dalej niż na wyciągnięcie ręki, to po co nam niebo?"

niedziela, 11 marca 2012

że przyszła wiosna

Zdjęcie zrobiłam w ostatnią środę. Proszę bardzo, świat już kwitnie...

piątek, 9 marca 2012

zaczęło się i się skończyło

Czekoladkami. Moimi ulubionymi, z Montezumy.

Te, które otrzymałam dzisiaj, w czterech "smakach", zostały własnoręcznie (czy raczej własnomyślnie) wybrane przez osobę, która mi je sprezentowała. Na przeprosiny. Bardzo miły gest, bardzo zaskakujący. I - nie z powodu samych czekoladek, ale gestu - w sumie lepiej się teraz czuję, bo nie gniotę, nie chowam w sobie urazy, żalu, złości. Odczułam dziś zrozumienie z drugiej strony i chęć pojednania. I nie czuję się już tak, jakbym jeszcze chciała o czymś powiedzieć, że pewne sprawy zostały nierozwiązane. Jest czysto, jasno i spokojnie.

Ale z drugiej strony nie pomaga fakt, że takie czekoladki (tyle że wszystkie jednego rodzaju, zapakowane jeszcze w fabryce) otrzymałam kilka miesięcy temu, a raczej znalazłam w szufladzie...


Tamten dzień i dzisiaj dzieli nieco ponad cztery miesiące, a czuję się jakby przepaść czasowa nie miała końca. Doświadczenia tej jesieni i zimy mogą pokryć kilka lat mojego spokojnego, monotonnego czasami, żywotka...

Co będzie dalej? Zobaczymy. Niestety nie jestem w stanie wyłączyć mózgu, bezustannego myślenia, analizowania, kombinowania, chociaż bardzo bym chciała. Choć, gdy uda mi się wyciszyć umysł, pojawia się zagrożenie, że serce zacznie mi brykać :)

Naiwnie mam nadzieję, że upływający czas rozmaże, zmyje, zatrze... znieczuli. Czy kiedykowiek jednak będę w stanie wrócić do błogiego stanu z zeszłorocznych, letnich miesięcy? Spokoju po pół roku burzy? Coś mnie los nie oszczędza... Trzymam się moich złotych myślątek i czekam na światło.

A przy okazji światła. Wyszłam z pracy i doznałam szoku, myślałam że za wcześnie opuściłam budynek. Bo JASNO było! Jak fajnie :) W tym roku jakoś przyzwyczaiłam się do mrocznych popołudni tak bardzo, że dłuższe dni budzą totalne, radosne zdziwienie...

niedziela, 4 marca 2012

a nic...

I już kolejna niedziela?
Cytatu na razie nie będzie, bo książkę porwała koleżanka. I dobrze :)

W tym tygodniu, hmmm...
- zumba po raz kolejny i oj, pierwszy raz poczułam taki ból tyłeczka następnego dnia! ;)
- do tego zapisałam się na lekcje tańca (zawsze chciałam spróbować, a świetna zniżka - 75zł za 11 lekcji, po 90 minut każda - była decydującym impulsem) - czeka mnie mieszanka klasyki, salsy, hip hopu, jive'a i tanga!
- obejrzałam "The Vow" ("I że cię nie opuszczę") i oczywiście popłakałam się jak na mnie przystało...
- wróciłam na basen :)
- przeszukałam cały pokój (i przy okazji posprzątałam), aby znaleźć moje ulubione okulary przeciwsłoneczne... i nie znalazłam :(
- przy okazji rozwaliłam sobie zamek w kurtce zimowej, a od poniedziałku wraca mróz (dobra robota, Aga!)
- piątkowy wieczór zaczął się okropnie i okrutnie, ale na szczęście zakończył się karaoke w pobliskim pubie i świetną zabawą

Jestem definitywnie w samym środku procesu, który nazwałabym "umysł i zdrowy rozsądek próbuje obezwładnić i uspokoić serce". Na razie walka jest zacięta!
Zdarza mi się jeszcze produkować niekontrolowane potoki łez, zwłaszcza gdy słyszę/słucham smutnawych piosenek o miłości (wtedy płaczę nawet w autobusie i nieważne czy ktoś widzi, czy nie).
Ale: zrobiłam sobie wirtualną (nie w internecie, a w głowie!) listę rzeczy, za którymi NIE tęsknię... a było ich kilka. Doszłam do wniosku, że nawet gdy byłaby tylko jedna taka - gorzka, trudna, bolesna i nierozwiązywalna sprawa - i tak zatrułaby pozostałą słodycz.

Złota myśl, której się trzymam kurczowo (taka przeze mnie wykombinowana):

Im więcej cierpienia za nami, im dłużej się ono ciągnie, tym mniej bólu zostało nam do przeżycia i w końcu będzie dobrze. Im więcej, tym mniej - mniej do końca.

No i to genialne (choć jakże głupiutkie) powiedzenie z filmu "Best Exotic Marigold Hotel":

Everything will be alright in the end. So, if it's not alright, it is not yet the end.

Za oknem leje. Robię szkice na zajęcia z projektowania. A potem lecę do kina na potrójny seans :)))

niedziela, 26 lutego 2012

I'm walking on sunshine...

Piękna sobota i niedziela - upłynęły pod znakiem wędrówek w słońcu, opalaniu się w parku, odkrywaniu zakątków miasta i buszowaniu po lokalnych ryneczkach i antykwariatach...

Słońce, rozmowy z przyjaciółką, domowe zabiegi upiększające i pyszne jedzonko naładowały baterie - oby na jak najdłużej... Bo już jutro zaczyna się kolejny tydzień!

Obiecane tłumaczenia fragmentów z mojego źródła olśnienia pokażą się tu niebawem, za kilka dni. Obiecuję. Dziś w pociągu, w drodze powrotnej nad moje morze, zamiast czytać - przysypiałam :)

Spacerkiem znad Tamizy do zerowego południka...

Zasłużony wypoczynek i pyszności...

A na koniec taki cudowny zachód słońca...

sobota, 25 lutego 2012

olśnienie

Wczoraj doznałam olśnienia. Za pomocą książki. Za pomocą kilku słów prawdy napisanych przez jakiegoś faceta z Ameryki, który w dodatku pracuje jako komik...

Te słowa okazały się tak brutalną, tak żywą, tak niezaprzeczalną prawdą, że po prostu padłam... Wrzucę tu wkrótce jakiś luźno przetłumaczony cytat, z samego wstępu... Ale to później, bo teraz zbieram się i wyruszam na weekend do stolicy, na spotkanie z kolejną fantastyczną A.! Już nie mogę się doczekać!

Pięknej, radosnej soboto-niedzieli Wam życzę!

czwartek, 23 lutego 2012

nauka i inne zajęcia...

Wczoraj spędziłam jeden z najmilszych wieczorów w ostatnim (niezbyt miłym) czasie... Wieczór nauki z moją drużyną A (dziewczyny o imieniu zaczynającym się na tę literę są po prostu NAJfajniejsze, i już wiem, kto się ze mną tu zgodzi ;))

Zaczęłyśmy od pysznej kolacji, zakończyłyśmy na... babskich pogaduchach, użalaniu się (ja), pocieszaniu i dawaniu rad (A. i A.), zwierzeniach i wyjawianiu sekretów po tytułem "ale nie mówcie nikomu, to zostaje między nami". Było też dużo śmiechu i mocnych postanowień (to znowu ja). No i oczywiście trochę nauki. Nie ma jak girl power!



A dziś z moją ekipą zaliczyłam drugą w życiu sesję zumby i pierwszą w życiu lekcję street dance... hehe, nie wiedziałam, że umiem się tak ruszać! Trzeba będzie to popraktykować, piątkowy wieczór będzie w sam raz ;)

A, no i otrzymałam ocenione pierwsze zaliczenie z mojego kursu. 92%... Nieźle, co?

Coś czuję, że chyba, na przekór wszystkim myślom i uczuciom, które tłuczą się teraz w moim sercu i umyśle, zacznę być wdzięczna za obecny stan rzeczy... Za mój stan, którego nie chciałam... a w którym jest mi naprawdę dobrze, choć nie chcę przyjąć tego do wiadomości!

Może po prostu tak powinno być. Nie będę się szarpać z przeznaczeniem :)

niedziela, 19 lutego 2012

filmowe apetyty

Po pracowitej niedzieli (przynajmniej w porównaniu z niedzielami z kilku ostatnich miesięcy!), wskakuję do łóżka, aby zaraz obejrzeć sobie jakiś dobry film...

W kinie mnoży się ostatnio od propozycji. I "Gwiezdne Wojny" w 3D na dużym ekranie to swoją drogą, "Muppety" - swoją, ale wyłowiłam kilka zwiastunów, o których nie zapomnę! Ha!

Ufam swojej intuicji fimowego maniaka o wysokich wymaganiach i pierwszy film z mojej listy już obejrzałam. "Spadkobiercy" z George'm Clooney'em, któremu wróży się Oscara... Dobry film, prosty, zwyczajny, niby nic takiego, ale jednak... Dla fanów "Bezdroży" to na pewno smakołyk!

      

Poza tym czekam z niecierpliwością na te filmy:

"Rzeź" Polańskiego

     

"Best Exotic Marigold Hotel" - film (zwiastun!) z którego skradłam cudne, mądre słowa. Teraz są moim życiowym mottem. A przynajmniej będę się starała by były. Kto zgadnie które to słowa? ;)

     

Oraz ten oto film z zawsze wspaniałym Tomem Hanksem... Zwiastun sprawia, że do oczu napływają łzy (to chyba przez muzykę U2), więc muszę obejrzeć całość:

     

A na dobranoc, na zakończenie tygodnia i prawie początek nowego - "Dreams" Fleetwood Maca... Tydzień temu lałam łzy wtulona w poduszkę leżącą obok mnie. Dzisiaj... serce nadal złamane, ale powoli wyłania się perspektywa przyszłości, dzień za dniem. A ta piosenka pięknie podsumowuje pewne sprawy, wyraża prawdę o życiu i ludziach...

          

sobota, 18 lutego 2012

babskie

Minęło zaledwie półtora tygodnia od ostatniego wpisu, a mój świat zmienił się... no dobra, może nie totalnie, ale znacznie. Bardzo, bardzo bolało. I nadal boli. Trzy dni płaczu - to przeszło moje najśmielsze oczekiwania jeśli chodzi o możliwości mojego organizmu. Tymi łzami można by umyć ciężarówkę!

Teraz jest spokojniej, co nie znaczy że lepiej. Próbuję zajmować umysł czym się da, a przy okazji miło spędzać czas w towarzystwie osób, lub choćby rozmawiając z osobami, którym na mnie w jakiś sposób zależy - i ku mojemu zdziwieniu okazało się, że jest ich całkiem sporo. Czy takie odkrycie można nazwać szczęściem w nieszczęściu?

No więc w czwartek byłam na mojej pierwszej (z wielu, jak sądzę!) godzinie Zumby, i teraz już wiem, dlaczego wszyscy tak się zachwycają. Było bosko - 100% zabawy, radości, kobiecości, 0% zmęczenia i frustracji, że "te ruchy mi nie wychodzą". Wpisuję na stałe to mojego grafiku :)

Wczoraj zaś - babskie, czyli wieczór i noc gotowania, oglądania filmów, malowania paznkoci i aplikowania na buzie maseczek błotnych. Wszystko to z dodatkiem wina, słodkości, babskiego gadania i pocieszania... Dziś, na deser, miał być wypad do kina na pierwszą część "Gwiezdnych Wojen", ale bilety wykupiono...

No więc koniec końców siedzę teraz przed laptopem, za oknem ulewa, na oknie świeczki waniliowe, przede mną perspektywa porcji nauki online i zaliczenie numer 1 z mojego kursu o projektowaniu... W ciszy żal i smutek wkradają się bokiem i trudno się ich pozbyć :(

Najtrudniejsze do przełknięcia i pozostawienia za sobą są te marzenia, o których wiemy, że nigdy, w świecie rzeczywistym, nie będą w stanie się spełnić. Te niemożliwe. Bo pewnych części nas samych, naszych osobowości i naszych pragnień nie możemy zmienić, tak samo jak nie możemy zmienić pragnień i dążeń (albo ich braku) u innych osób...

Miejmy nadzieję, że jutro wyjdzie słońce!

Wiem, że zazwyczaj na tym blogu buziaki się nie pojawiają, ale w takim kamuflażu chyba nie można nas rozpoznać hehe ;)